Ledwo dycham, ale zrobiło się ciepło, słonecznie, więc radośnie wywalam wszystko z szafy, przekładam z półki na półkę, oddzielam lato od jesieni, skaczę na stołek i ze stołka, a góry do prania rosną coraz większe.
W normalne dni, gdy taka chętka na porządki mi się pojawia, tylko zwijałam się ciaśniej w kąciku czekając aż przejdzie - a teraz wymyślam, co by tu jeszcze... Ręce mi mdleją od samego wieszania paru rzeczy na suszarce, ale głowa wciąż pracuje i gania mnie, a to po cebulki amarylisów do piwnicy, a to po zakupy przedwyjazdowe, do sprzątania i jeszcze kombinuje, żeby okna umyć...
Zaczynam się czuć bardziej jak adroid sterowany z zewnątrz, zaprogramowany na pokonywanie granic.
Na szczęście rozsądek cicho, bo cicho, ale wciąż mówi: "nie dasz rady, jeszcze nie teraz durna anemiczko! A cebul i tak nie będzie miał kto podlewać w czasie wyjazdu, więc zrobisz to po powrocie. Poza tym zastanów się, latem nikt nic nie sadzi!..." I na szczęście przynajmniej odłożenie sadzenia kwiatków na jakiś czas zabrzmiało rozsądnie, więc im odpuściłam.
A po co? Dlaczego to wszystko?
Standard, PMS*. Czytaj: "chce mi się! I sprawia mi to frajdę!" Zawsze tak miałam - jak w życiu szło mi znośnie, mogłabym w tym czasie góry przenosić, byle w domu. Nie ciągnie mnie do ludzi, do knajpy, do kina czy na zakupy. Nie. Ciągnie mnie do domu, po prostu moszczę sobie gniazdko.
A gdy jest źle? Płaczę, załamuję się, łzy ciekną jak źródła Amazonki i "nic dobrego mnie nie spotka", i "życie nie ma sensu" - ogólnie: szkoda, że duralex się nie tłucze, bo nawet nie ma po co nim rzucać... czyli załamka.
W sumie to ciekawe. Czy tak właśnie to sobie natura wymyśliła? Czy babski organizm wiedząc, że w czasie okresu przyjdzie osłabienie, zmęczenie, niewydolność, zmusza ją do zrobienia różnych rzeczy na zapas? do zabezpieczenia sobie bezpiecznego kącika, żeby przeczekać najgorszy czas?...
Atawizmy w ogóle są fascynujące.
Swoją drogą przed owulacją też mam takie napady, ale wtedy raczej chętniej dbam o siebie, oko sobie umaluję (czasem nawet oba), w wannie z maseczką posiedzę,... jakby coś kazało mi myśleć: "przecież
powinnam być atrakcyjna, żeby podtrzymać gatunek" ;)) Tyle, że sterowanie zewnętrzne przegapiło jakoś, że to w moim wydaniu już trochę za późno. No, chyba, że liczy na jakiś cud. ;)))
Swoją drogą - myśląc o PMS i moim wieku - wkrótce będzie mi bardzo brakowało tego kilkudniowego powera, tej radości życia jaką niesie. Czy z menopauzą to wszystko zostanie mi odebrane?? Łez i załamki nie byłoby mi żal, ale tego pozytywnego odczuwania wszystkiego każdym porem skóry? Bardzo...
* testowane na 1 ochotniczce, w osobie własnej
czas trwania testu: w przybliżeniu: 35 lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz