Niedziela, więcej wolnego czasu na myślenie o pierdołach. Za oknem zimno, więc
myślenie powędrowało ku jesieni... i chwilę potem - niestety, cóż za banał -
pogalopowało ku notorycznym problemom "nie mam się w co ubrać!" a dokładniej, w moim przypadku: "trzeba wreszcie jakoś lepiej się ubierać". Ulubione dżinsy i bawełniane podkoszulki to kiepski wybór w moim wieku (5.
krzyżyk za rogiem! a w głowie ciągle maj ;))...), więc przy każdej zmianie sezonu
mam materiał do przemyśleń, a wręcz Plan (przez duże P) - dorosnąć i zmienić
ubrania na odpowiedniejsze. I jeszcze dorzucam regularnie do nich: trochę makijażu...
Mądrzy (?) mówią, że kobieta powinna wydawać na kremy tyle, ile ma lat. Mówią też, że powinna poświęcać na makijaż tyle ile ma lat! Tja...
Zrobiłam sobie kawę i poszłam po radę do dra Googla, co powinnam nosić? Na tak zadane pytanie oczywiście nawet on nie jest w stanie odpowiedzieć - przynajmniej dopóki nie rozwiążę testu "jaki jest Twój typ urody?". O ile uroda to właściwe słowo. No, ale nie czepiajmy się drobiazgów. Test. No, dobra, póki kawa gorąca. To nie powinno być takie trudne? Mam tylko jedną parę oczu, jedne usta, jedną twarz...
Sądząc po setkach tysięcy stron w odpowiedzi wszyscy szukający rozwiązania tego problemu (a właściwie Problemu - przez duże P) korzystają z "czterech pór roku" - czyli najwyraźniej każdy jest jakąś Wiosną, Latem, Jesienią, albo Zimą...
Super, brzmi całkiem prosto.
Tyle, że przy bliższym przyjrzeniu się wyszło, że do mnie pasuje każda.
Albo żadna.
No, poza zimą, bo na królewnę Śnieżkę zdecydowanie nie wyglądam. Na szczęście najwyraźniej nie ja jedna mam ten problem. I bardzo mi się spodobało, że "fachowcy" często posługują się słynnymi aktorami jako przykładami. Znam przecież, a jak nie znam, to przynajmniej fotki sobie znajdę, i będę wiedziała o czym mowa.
Na wszelki wypadek otworzę sobie wino, chyba się przyda...
Tak więc np. "Julia Roberts jest przykładową wiosną". Super, mam jakiś punkt odniesienia. Ale zaraz, zaraz! Na sąsiedniej stronie jest jak byk napisane: "Typowym latem jest Julia Roberts"... Hmm. Ooo, a dalej mamy: "Przykładowa jesień to Julia Roberts"... To jak to jest?? A miało być tak prosto!
I jak sobie radzi Julia z tym problemem???!!
Chyba najwyższy czas na lampkę wina. Drugą. Nie, zaraz. Trzecią. Tak.
Z ciekawości wpisałam sobie pytanko "jakim typem urody jest Julia Roberts" i nagle okazało się, że mamy w kraju (i nie tylko) całe mnóstwo sobowtórów JR! Chociaż sądząc po zdjęciach podobieństwo opiera się głównie na podobnej fryzurze, albo wręcz na dobrych chęciach.
- Jak powinnam się ubierać, jestem bardzo podobna do Julii... ?
- Jakie kolory są dla mnie dobre, wyglądam jak Julia... ?
- Co powinnam nosić, mój typ jest taki jak Julii... ?
Ha! To może i ja jestem do niej podobna?? Też mam sporo włosów, i nawet nie są czarne! A najważniejsze, że lubię ją, więc nie miałabym nic przeciwko temu. Tyle, że to jednak nie rozwiązuje sprawy, skoro nie mogę nawet znaleźć odpowiedzi w jakim w końcu typie jest Julia...!!!
Eh. Minęło kilka godzin, dwie kolejne lampki wina, i już wiem! Wiem!!... Wiem, że nie jestem typem królewny Śnieżki.
Ha!
Ale! Jest światełko w tunelu. Jest też nowy podział typów urody! Etniczny... baaardzo obiecujący. ;))) Niestety skończyło się wino.
Swoją drogą - właściwie nie wiem po co pomysłów na ubrania, skoro przecież ostatnio odchudzam się i w Planach (przez duże P) mam wymianę garderoby już wkrótce na mniejszą, czyli zakup ubrań i tak nie ma sensu?... To oczywiście taki powiew optymizmu, bo odchudzam się nie po raz pierwszy ;))) ...
PS.
Wiem. To wszystko Pierdoły. Przez duże P.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz