... ale kto trzyma nożyce na stole??
I w ogóle jakie - do blachy? do żywopłotu?? No, może nożyczki...
Zwykle jednak odezwą się szklanki, talerze... kieliszki? Przeróżne rzeczy, nie licząc obrusa, bo ten raczej się nie odezwie. Ale nożyce?
PS.
Jeśli ktoś pomyślał o trzymaniu nóg na stole, to od razu sprostuję - niełatwo jest walnąć w stół trzymając tam nogi...
piątek, 21 września 2012
czwartek, 20 września 2012
Podział praw i obowiązków
- Mężczyzna ma prawo być zmęczony
- Kobieta ma obowiązek być wypoczęta
Dzisiaj on był zmęczony. Ja byłam wypoczęta. A teraz siedzę przy kartce i czekam, aż ogień w moim brzuchu się wypali. I złoszczę się, chociaż rozsądek mówi, że dzisiaj naprawdę miał prawo być zmęczony - kolejny dzień od samego świtu telefony i kolejną noc kładziemy się o trzeciej, czwartej nad ranem... A sumienie podpowiada, że i mi takie dni ostatnio zbyt często się zdarzają.
Mój anioł dobroci mówi - odpuść mu dzisiaj, nie wściekaj się, sama wreszcie też dobrze się wyśpij.
Ale diabeł i jego doradcy powtarzają za uszami rzeczy, od których spać się odechciewa. Ba! nawet odechciewa mi się zamknąć oczy!
Cóż, rano on będzie wypoczęty, ale ja będę wciąż zła.
Chociaż przecież podstawowa zasada mówi:
- Kobieta nie powinna złościć się bez powodu.
Ale przecież zasady są po to, żeby je łamać, prawda?
wtorek, 11 września 2012
Przekleństwo Mendelejewa
Ledwo dycham, ale zrobiło się ciepło, słonecznie, więc radośnie wywalam wszystko z szafy, przekładam z półki na półkę, oddzielam lato od jesieni, skaczę na stołek i ze stołka, a góry do prania rosną coraz większe.
W normalne dni, gdy taka chętka na porządki mi się pojawia, tylko zwijałam się ciaśniej w kąciku czekając aż przejdzie - a teraz wymyślam, co by tu jeszcze... Ręce mi mdleją od samego wieszania paru rzeczy na suszarce, ale głowa wciąż pracuje i gania mnie, a to po cebulki amarylisów do piwnicy, a to po zakupy przedwyjazdowe, do sprzątania i jeszcze kombinuje, żeby okna umyć...
Zaczynam się czuć bardziej jak adroid sterowany z zewnątrz, zaprogramowany na pokonywanie granic.
Na szczęście rozsądek cicho, bo cicho, ale wciąż mówi: "nie dasz rady, jeszcze nie teraz durna anemiczko! A cebul i tak nie będzie miał kto podlewać w czasie wyjazdu, więc zrobisz to po powrocie. Poza tym zastanów się, latem nikt nic nie sadzi!..." I na szczęście przynajmniej odłożenie sadzenia kwiatków na jakiś czas zabrzmiało rozsądnie, więc im odpuściłam.
A po co? Dlaczego to wszystko?
Standard, PMS*. Czytaj: "chce mi się! I sprawia mi to frajdę!" Zawsze tak miałam - jak w życiu szło mi znośnie, mogłabym w tym czasie góry przenosić, byle w domu. Nie ciągnie mnie do ludzi, do knajpy, do kina czy na zakupy. Nie. Ciągnie mnie do domu, po prostu moszczę sobie gniazdko.
A gdy jest źle? Płaczę, załamuję się, łzy ciekną jak źródła Amazonki i "nic dobrego mnie nie spotka", i "życie nie ma sensu" - ogólnie: szkoda, że duralex się nie tłucze, bo nawet nie ma po co nim rzucać... czyli załamka.
W sumie to ciekawe. Czy tak właśnie to sobie natura wymyśliła? Czy babski organizm wiedząc, że w czasie okresu przyjdzie osłabienie, zmęczenie, niewydolność, zmusza ją do zrobienia różnych rzeczy na zapas? do zabezpieczenia sobie bezpiecznego kącika, żeby przeczekać najgorszy czas?...
Atawizmy w ogóle są fascynujące.
Swoją drogą przed owulacją też mam takie napady, ale wtedy raczej chętniej dbam o siebie, oko sobie umaluję (czasem nawet oba), w wannie z maseczką posiedzę,... jakby coś kazało mi myśleć: "przecież powinnam być atrakcyjna, żeby podtrzymać gatunek" ;)) Tyle, że sterowanie zewnętrzne przegapiło jakoś, że to w moim wydaniu już trochę za późno. No, chyba, że liczy na jakiś cud. ;)))
Swoją drogą - myśląc o PMS i moim wieku - wkrótce będzie mi bardzo brakowało tego kilkudniowego powera, tej radości życia jaką niesie. Czy z menopauzą to wszystko zostanie mi odebrane?? Łez i załamki nie byłoby mi żal, ale tego pozytywnego odczuwania wszystkiego każdym porem skóry? Bardzo...
* testowane na 1 ochotniczce, w osobie własnej
czas trwania testu: w przybliżeniu: 35 lat.
W normalne dni, gdy taka chętka na porządki mi się pojawia, tylko zwijałam się ciaśniej w kąciku czekając aż przejdzie - a teraz wymyślam, co by tu jeszcze... Ręce mi mdleją od samego wieszania paru rzeczy na suszarce, ale głowa wciąż pracuje i gania mnie, a to po cebulki amarylisów do piwnicy, a to po zakupy przedwyjazdowe, do sprzątania i jeszcze kombinuje, żeby okna umyć...
Zaczynam się czuć bardziej jak adroid sterowany z zewnątrz, zaprogramowany na pokonywanie granic.
Na szczęście rozsądek cicho, bo cicho, ale wciąż mówi: "nie dasz rady, jeszcze nie teraz durna anemiczko! A cebul i tak nie będzie miał kto podlewać w czasie wyjazdu, więc zrobisz to po powrocie. Poza tym zastanów się, latem nikt nic nie sadzi!..." I na szczęście przynajmniej odłożenie sadzenia kwiatków na jakiś czas zabrzmiało rozsądnie, więc im odpuściłam.
A po co? Dlaczego to wszystko?
Standard, PMS*. Czytaj: "chce mi się! I sprawia mi to frajdę!" Zawsze tak miałam - jak w życiu szło mi znośnie, mogłabym w tym czasie góry przenosić, byle w domu. Nie ciągnie mnie do ludzi, do knajpy, do kina czy na zakupy. Nie. Ciągnie mnie do domu, po prostu moszczę sobie gniazdko.
A gdy jest źle? Płaczę, załamuję się, łzy ciekną jak źródła Amazonki i "nic dobrego mnie nie spotka", i "życie nie ma sensu" - ogólnie: szkoda, że duralex się nie tłucze, bo nawet nie ma po co nim rzucać... czyli załamka.
W sumie to ciekawe. Czy tak właśnie to sobie natura wymyśliła? Czy babski organizm wiedząc, że w czasie okresu przyjdzie osłabienie, zmęczenie, niewydolność, zmusza ją do zrobienia różnych rzeczy na zapas? do zabezpieczenia sobie bezpiecznego kącika, żeby przeczekać najgorszy czas?...
Atawizmy w ogóle są fascynujące.
Swoją drogą przed owulacją też mam takie napady, ale wtedy raczej chętniej dbam o siebie, oko sobie umaluję (czasem nawet oba), w wannie z maseczką posiedzę,... jakby coś kazało mi myśleć: "przecież powinnam być atrakcyjna, żeby podtrzymać gatunek" ;)) Tyle, że sterowanie zewnętrzne przegapiło jakoś, że to w moim wydaniu już trochę za późno. No, chyba, że liczy na jakiś cud. ;)))
Swoją drogą - myśląc o PMS i moim wieku - wkrótce będzie mi bardzo brakowało tego kilkudniowego powera, tej radości życia jaką niesie. Czy z menopauzą to wszystko zostanie mi odebrane?? Łez i załamki nie byłoby mi żal, ale tego pozytywnego odczuwania wszystkiego każdym porem skóry? Bardzo...
* testowane na 1 ochotniczce, w osobie własnej
czas trwania testu: w przybliżeniu: 35 lat.
poniedziałek, 10 września 2012
Julia Roberts i ja, czyli mam ochotę na pierdoły
Niedziela, więcej wolnego czasu na myślenie o pierdołach. Za oknem zimno, więc
myślenie powędrowało ku jesieni... i chwilę potem - niestety, cóż za banał -
pogalopowało ku notorycznym problemom "nie mam się w co ubrać!" a dokładniej, w moim przypadku: "trzeba wreszcie jakoś lepiej się ubierać". Ulubione dżinsy i bawełniane podkoszulki to kiepski wybór w moim wieku (5.
krzyżyk za rogiem! a w głowie ciągle maj ;))...), więc przy każdej zmianie sezonu
mam materiał do przemyśleń, a wręcz Plan (przez duże P) - dorosnąć i zmienić
ubrania na odpowiedniejsze. I jeszcze dorzucam regularnie do nich: trochę makijażu...
Mądrzy (?) mówią, że kobieta powinna wydawać na kremy tyle, ile ma lat. Mówią też, że powinna poświęcać na makijaż tyle ile ma lat! Tja...
Zrobiłam sobie kawę i poszłam po radę do dra Googla, co powinnam nosić? Na tak zadane pytanie oczywiście nawet on nie jest w stanie odpowiedzieć - przynajmniej dopóki nie rozwiążę testu "jaki jest Twój typ urody?". O ile uroda to właściwe słowo. No, ale nie czepiajmy się drobiazgów. Test. No, dobra, póki kawa gorąca. To nie powinno być takie trudne? Mam tylko jedną parę oczu, jedne usta, jedną twarz...
Sądząc po setkach tysięcy stron w odpowiedzi wszyscy szukający rozwiązania tego problemu (a właściwie Problemu - przez duże P) korzystają z "czterech pór roku" - czyli najwyraźniej każdy jest jakąś Wiosną, Latem, Jesienią, albo Zimą...
Super, brzmi całkiem prosto.
Tyle, że przy bliższym przyjrzeniu się wyszło, że do mnie pasuje każda.
Albo żadna.
No, poza zimą, bo na królewnę Śnieżkę zdecydowanie nie wyglądam. Na szczęście najwyraźniej nie ja jedna mam ten problem. I bardzo mi się spodobało, że "fachowcy" często posługują się słynnymi aktorami jako przykładami. Znam przecież, a jak nie znam, to przynajmniej fotki sobie znajdę, i będę wiedziała o czym mowa.
Na wszelki wypadek otworzę sobie wino, chyba się przyda...
Tak więc np. "Julia Roberts jest przykładową wiosną". Super, mam jakiś punkt odniesienia. Ale zaraz, zaraz! Na sąsiedniej stronie jest jak byk napisane: "Typowym latem jest Julia Roberts"... Hmm. Ooo, a dalej mamy: "Przykładowa jesień to Julia Roberts"... To jak to jest?? A miało być tak prosto!
I jak sobie radzi Julia z tym problemem???!!
Chyba najwyższy czas na lampkę wina. Drugą. Nie, zaraz. Trzecią. Tak.
Z ciekawości wpisałam sobie pytanko "jakim typem urody jest Julia Roberts" i nagle okazało się, że mamy w kraju (i nie tylko) całe mnóstwo sobowtórów JR! Chociaż sądząc po zdjęciach podobieństwo opiera się głównie na podobnej fryzurze, albo wręcz na dobrych chęciach.
- Jak powinnam się ubierać, jestem bardzo podobna do Julii... ?
- Jakie kolory są dla mnie dobre, wyglądam jak Julia... ?
- Co powinnam nosić, mój typ jest taki jak Julii... ?
Ha! To może i ja jestem do niej podobna?? Też mam sporo włosów, i nawet nie są czarne! A najważniejsze, że lubię ją, więc nie miałabym nic przeciwko temu. Tyle, że to jednak nie rozwiązuje sprawy, skoro nie mogę nawet znaleźć odpowiedzi w jakim w końcu typie jest Julia...!!!
Eh. Minęło kilka godzin, dwie kolejne lampki wina, i już wiem! Wiem!!... Wiem, że nie jestem typem królewny Śnieżki.
Ha!
Ale! Jest światełko w tunelu. Jest też nowy podział typów urody! Etniczny... baaardzo obiecujący. ;))) Niestety skończyło się wino.
Swoją drogą - właściwie nie wiem po co pomysłów na ubrania, skoro przecież ostatnio odchudzam się i w Planach (przez duże P) mam wymianę garderoby już wkrótce na mniejszą, czyli zakup ubrań i tak nie ma sensu?... To oczywiście taki powiew optymizmu, bo odchudzam się nie po raz pierwszy ;))) ...
PS.
Wiem. To wszystko Pierdoły. Przez duże P.
Mądrzy (?) mówią, że kobieta powinna wydawać na kremy tyle, ile ma lat. Mówią też, że powinna poświęcać na makijaż tyle ile ma lat! Tja...
Zrobiłam sobie kawę i poszłam po radę do dra Googla, co powinnam nosić? Na tak zadane pytanie oczywiście nawet on nie jest w stanie odpowiedzieć - przynajmniej dopóki nie rozwiążę testu "jaki jest Twój typ urody?". O ile uroda to właściwe słowo. No, ale nie czepiajmy się drobiazgów. Test. No, dobra, póki kawa gorąca. To nie powinno być takie trudne? Mam tylko jedną parę oczu, jedne usta, jedną twarz...
Sądząc po setkach tysięcy stron w odpowiedzi wszyscy szukający rozwiązania tego problemu (a właściwie Problemu - przez duże P) korzystają z "czterech pór roku" - czyli najwyraźniej każdy jest jakąś Wiosną, Latem, Jesienią, albo Zimą...
Super, brzmi całkiem prosto.
Tyle, że przy bliższym przyjrzeniu się wyszło, że do mnie pasuje każda.
Albo żadna.
No, poza zimą, bo na królewnę Śnieżkę zdecydowanie nie wyglądam. Na szczęście najwyraźniej nie ja jedna mam ten problem. I bardzo mi się spodobało, że "fachowcy" często posługują się słynnymi aktorami jako przykładami. Znam przecież, a jak nie znam, to przynajmniej fotki sobie znajdę, i będę wiedziała o czym mowa.
Na wszelki wypadek otworzę sobie wino, chyba się przyda...
Tak więc np. "Julia Roberts jest przykładową wiosną". Super, mam jakiś punkt odniesienia. Ale zaraz, zaraz! Na sąsiedniej stronie jest jak byk napisane: "Typowym latem jest Julia Roberts"... Hmm. Ooo, a dalej mamy: "Przykładowa jesień to Julia Roberts"... To jak to jest?? A miało być tak prosto!
I jak sobie radzi Julia z tym problemem???!!
Chyba najwyższy czas na lampkę wina. Drugą. Nie, zaraz. Trzecią. Tak.
Z ciekawości wpisałam sobie pytanko "jakim typem urody jest Julia Roberts" i nagle okazało się, że mamy w kraju (i nie tylko) całe mnóstwo sobowtórów JR! Chociaż sądząc po zdjęciach podobieństwo opiera się głównie na podobnej fryzurze, albo wręcz na dobrych chęciach.
- Jak powinnam się ubierać, jestem bardzo podobna do Julii... ?
- Jakie kolory są dla mnie dobre, wyglądam jak Julia... ?
- Co powinnam nosić, mój typ jest taki jak Julii... ?
Ha! To może i ja jestem do niej podobna?? Też mam sporo włosów, i nawet nie są czarne! A najważniejsze, że lubię ją, więc nie miałabym nic przeciwko temu. Tyle, że to jednak nie rozwiązuje sprawy, skoro nie mogę nawet znaleźć odpowiedzi w jakim w końcu typie jest Julia...!!!
Eh. Minęło kilka godzin, dwie kolejne lampki wina, i już wiem! Wiem!!... Wiem, że nie jestem typem królewny Śnieżki.
Ha!
Ale! Jest światełko w tunelu. Jest też nowy podział typów urody! Etniczny... baaardzo obiecujący. ;))) Niestety skończyło się wino.
Swoją drogą - właściwie nie wiem po co pomysłów na ubrania, skoro przecież ostatnio odchudzam się i w Planach (przez duże P) mam wymianę garderoby już wkrótce na mniejszą, czyli zakup ubrań i tak nie ma sensu?... To oczywiście taki powiew optymizmu, bo odchudzam się nie po raz pierwszy ;))) ...
PS.
Wiem. To wszystko Pierdoły. Przez duże P.
sobota, 8 września 2012
Żelazna dama
Spojrzałam w lustro. O rany... chyba odzyskuję kolory? Niezbyt piękne, ale swoje własne. Przynajmniej nie jestem już taka trupio-blada... Czyżby rzeczywiście żelazne piguły działały tak szybko?
Wracam do pokoju, przysiadam na kanapie, nagle jak mną zatelepało... Serce wali jakby mu za to płacili, nic nie słyszę, tylko to terkotanie szalone, nierówne.
Czy to jest to słynne ciśnienie?? Może migotanie? Hmm, czyli jednak nie odzyskałam jednak kolorów, to był jedynie taki wypadek przy pracy.
Cholera!
Eh, zaczynam panikować - nie podoba mi się to. Bardzo. Ale niemożliwe. Nie zgadzam się na kolejne problemy! Poza tym nie jestem jeszcze taka stara... Oj, lepiej udawać, że tego nie słyszę. Zawsze można sobie coś zaśpiewać!
Na nanana, nannana na nanaa...!! Jest dobrze.
A jak nie jest to patrz wyżej.
Wracam do pokoju, przysiadam na kanapie, nagle jak mną zatelepało... Serce wali jakby mu za to płacili, nic nie słyszę, tylko to terkotanie szalone, nierówne.
Czy to jest to słynne ciśnienie?? Może migotanie? Hmm, czyli jednak nie odzyskałam jednak kolorów, to był jedynie taki wypadek przy pracy.
Cholera!
Eh, zaczynam panikować - nie podoba mi się to. Bardzo. Ale niemożliwe. Nie zgadzam się na kolejne problemy! Poza tym nie jestem jeszcze taka stara... Oj, lepiej udawać, że tego nie słyszę. Zawsze można sobie coś zaśpiewać!
Na nanana, nannana na nanaa...!! Jest dobrze.
A jak nie jest to patrz wyżej.
poniedziałek, 3 września 2012
"Kochany pamiętniczku!"...
Oddałam swój aparat do naprawy i teraz trzy tygodnie mijają odkąd go nie widzę, trzy tygodnie w czasie których mogłam utrwalić w pikselach wspaniałe widoki odchodzącego lata, mojego pięknego psa, czy choćby zwykłą codzienność.
I nie mogę :((
A słońce coraz krócej, i dzień coraz krótszy.
Z żalu zaczęłam pisać nowego bloga - licho wie, czy i kiedy aparat odzyskam, to przynajmniej sobie pobazgrolę...
I nie mogę :((
A słońce coraz krócej, i dzień coraz krótszy.
Z żalu zaczęłam pisać nowego bloga - licho wie, czy i kiedy aparat odzyskam, to przynajmniej sobie pobazgrolę...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)